Światowy Dzień Trędowatych

     Każdego roku w ostatnią niedzielę stycznia obchodzony jest Światowy Dzień Trędowatych. Ten szczególny dzień ustanowiony został m. in. po to, by budzić nasze uśpione sumienia i uświadamiać nam, że również teraz - w czasach niezwykłego postępu w medycynie, zapomniana u nas choroba wciąż stanowi poważne zagrożenie dla wielu ludzi żyjących w ubóstwie - w rejonach, gdzie wciąż nie ma wystarczająco zorganizowanych struktur medycznych. To właśnie tam docierają tylko najodważniejsi misjonarze, którzy wsparci siłą wiary w Jezusa Chrystusa, potrafią pójść w ślady Dobrego Samarytanina: zauważają człowieka potrzebującego pomocy, zatrzymują się przy nim i opatrują jego rany. Walka z trądem jest jedną z najpiękniejszych kart misyjnej i charytatywnej pracy Kościoła. Wszystkich chorych na trąd, a także misjonarzy i wolontariuszy im posługujących, będziemy obejmować naszą modlitwą w niedzielę 29 stycznia 2017 r.
   Trąd jest symbolem nieszczęścia człowieka. Wiele osób, mimo wyleczenia, nadal pozostaje naznaczonych piętnem trędowatego na całe życie. Wśród wyleczonych z trądu, na świecie żyje około 3 milionów ludzi okaleczonych przez przebytą chorobę, którzy nie są zdolni do samodzielnej egzystencji. Trędowaci bardzo często cierpią nie tylko z powodu choroby, ale przede wszystkim z powodu braku miłości, akceptacji i lęku, który kazał izolować chorych w miejscach odosobnienia, bez zapewnienia im jakiejkolwiek opieki. Potwierdzeniem powyższego jest świadectwo ojca Adama Szpary z Tajwanu, który w czasopiśmie „Misjonarze Kombonianie” pisze:
    Pośród różnych rodzajów posługiwania, jakie były moim udziałem, znalazło się nowe, dość szczególne. Teraz służę pomocą chorym na trąd. Utworzony jeszcze na początku XX wieku, kilkanaście kilometrów od Tajpej, ośrodek skupiający ludzi, u których stwierdzono tzw. chorobę Hansena, czyli trąd, przez wiele dziesięcioleci był miejscem ich izolacji od reszty społeczeństwa. Ze względu na przekonanie, że jest to choroba ogromnie zaraźliwa, odseparowywano ich, by nie mieli kontaktów z ludźmi zdrowymi. Dwa razy w roku po całym Taiwanie policja robiła akcje poszukiwania chorych, u których lekarze uprzednio rozpoznali trąd. Jeżeli chory przebywał w domu, zabierano go pod przymusem i umieszczano w tym ośrodku. Jednak nawet najlepsza opieka medyczna nie jest w stanie rekompensować poranionych uczuć i duchowego bólu oderwania od domu rodzinnego i najbliższych.
    Obecnie w ośrodku przebywa ponad 140 chorych. Każdy z nich to żywa historia cierpienia. Jeden z pensjonariuszy, rodem z południa Tajwanu, mając zaledwie 11 lat dowiedział się, że choruje na trąd. I na zawsze musiał zostawić rodzinne strony. W ośrodku mieszka od 73 lat. Kiedy zapytałem go, czy nie miał okazji odwiedzić rodzinnego domu, odpowiedział: „Miałem, ale zabrakło mi odwagi, by jeszcze raz przeżywać atmosferę rozstania z ojcem i dwiema siostrami”. Tamtego pamiętnego dnia policja zabrała go z domu razem z matką i dwiema starszymi siostrami, u których też stwierdzono trąd. Dzięki temu nie czuł się w ośrodku samotny (siostry mieszkają tu do dziś). I w ten oto sposób kilkuosobowa młoda rodzina na zawsze została rozdarta.
    Inny chory, kiedy na jego twarzy pojawił się wielki czerwony ślad trądu, był wręcz zmuszany przez rodziców i rodzeństwo do opuszczenia domu. Przez wiele dni, a nawet tygodni ukrywano przed nim wszelką żywność, która była dostępna dla jego sześciorga rodzeństwa. Takie traktowanie zmusiło w końcu tego trzynastoletniego wówczas chłopaka do opuszczenia rodziny i zamieszkania w ośrodku oddalonym zaledwie o kilkanaście kilometrów od rodzinnego domu. Mężczyzna do dziś zadaje sobie pytanie, czy w imię ochrony własnej, rodzina miała prawo wygonić go z domu na taką poniewierkę (…).
      Każdy, kto odwiedzał ciężko chorych czy niepełnosprawnych, mógł zauważyć, jak cierpienie kształtuje człowieka. Podobnie jest tutaj, im ciało bardziej zniekształcone chorobą, tym większa w nim mądrość życiowa i bardziej niewyczerpane pokłady cierpliwości. Obecnie ośrodek - sanatorium o nazwie Le Sheng Liao-yang-yuan (co znaczy Sanatorium Szczęśliwego Życia) jest znakomicie wyposażony w pomoc medyczną i dalej bezpośrednio pomaga chorym. A tym, którzy przychodzą odwiedzać pacjentów, pośrednio pomaga w oczyszczaniu się z własnych narzekań.


    W tym szczególnym dniu, ale także w ciągu całego roku, bądźmy z modlitwą blisko tych, którzy duchowo i fizycznie cierpią z powodu trądu. Módlmy się również za misjonarzy i wolontariuszy, którzy naśladując miłość Boga do człowieka, wypełniają uczynki miłosierdzia poprzez służbę bliźnim, zwłaszcza tym, których świat odrzucił.
Ofiary materialne na rzecz trędowatych pozostających pod opieką ośrodków można przekazywać na konto: Fundacja Polska Raoula Follereau Nr 87 1240 1082 1111 0000 0387 2932 z tytułem wpłaty: „trąd”.

W zakładce „Korespondencja Misyjna” zamieszczono Apel dr Kazimierza Szałaty - prezesa Fundacji Polskiej Raoula Follereau na 64 Światowy Dzień Trędowatych. Zachęcamy do zapoznania się z jego treścią.