Młodzieżowe Himalaje

   Brawurowe zdobycie szczytu nie przesądza jeszcze o sukcesie wyprawy...Pozostaje jeszcze trudna i niebezpieczna droga do bezpiecznej bazy.
 
   Himalaizm to niezwykle ekstremalna ale i piękna idea -  miesiące przygotowań, rozeznania logistyczne, pozyskiwanie niezbędnych funduszy, trudne rozstania, miesiące rozłąki, wreszcie bezpardonowa i dramatyczna często walka z żywiołem i nieludzkimi warunkami atmosferycznymi. Od młodzieńczych lat podziwiam tych ludzi, którzy potrafią zmusić swój organizm do nieludzkiego wręcz wysiłku, dążąc mozolnie i z niespotykaną determinacją do wyznaczonego sobie celu. Z wielką przyjemnością wspominam moją młodzieńczą fascynację literaturą wysokogórską, traktującą o niewyobrażalnych wyczynach Jerzego Kukuczki, Reinholda Messnera czy Krzysztofa Wielickiego. W Himalajach wszystko musi być dokładnie zaplanowane, przemyślane i precyzyjnie realizowane. Nakreślony plan musi być wypełniany bardzo skrupulatnie i punkt po punkcie. Nie można niczego dodać czy z czegoś zrezygnować. Właściwa wyprawa zaczyna się od przetransportowania całego ekwipunku do tzw. bazy głównej. Kolejnym etapem jest mozolna wspinaczka do góry, zakładanie lin poręczowych i kolejnych obozów, które sukcesywnie pozwalają z coraz większą nadzieją myśleć o ataku szczytowym. Tyle tytułem wstępu... ale co ma wspólnego młody człowiek ze wspinaczką wysokogórską?
   Nie trzeba być pedagogiem czy socjologiem, by wiedzieć co nieco o życiu młodego pokolenia, lansowanych postawach czy obecności narkotyków i alkoholu na imprezach organizowanych przez bardzo młodych ludzi. Wszyscy wiemy jak przerażająco niski okazuje się często wiek inicjacji seksualnej, jak niezrozumiałe i dziwne są czasami młodzieżowe poglądy na świat i jak trudno dziś dyskutować z młodym człowiekiem o prawdziwych wartościach. Nierzadko okazuje się, że nastolatek, który z racji niedojrzałego wieku powinien inwestować we własny rozwój duchowy, społeczny i intelektualny - ma już "zaliczone" wszystkie możliwe inicjacje - i co najgorsze - jest z tego dumny! W takiej postawie ugruntowuje go najczęściej otoczenie, które akceptuje takie zachowania i taki sposób bycia. Nie pozostaje dla mnie obojętna, często odbierana od otoczenia informacja o kolejnym rozpadzie młodego stażem małżeństwa. Zupełnie niezrozumiałe wydają się nam decyzje młodych małżonków o rozstaniu i rozwodzie. Dlaczego coraz częściej w statystykach pogotowia ratunkowego, pojawiają się wyjazdy do osób, które postanowiły zakończyć swoje życie z powodu utraty pracy czy zawodu miłosnego? Dlaczego skala tych zjawisk sukcesywnie wzrasta? Czy jesteśmy w stanie zlokalizować podłoże tych negatywnych zjawisk i postaw? Problem jest niezwykle złożony i bardzo trudno tu o jednoznaczne i trafne oceny…ale spróbujmy…
   Jak wspomniałem na wstępie, by zdobyć ośmiotysięcznik, trzeba postępować zgodnie z planem, który został pracowicie nakreślony, z uwzględnieniem wszelkich niebezpieczeństw, doświadczeń i możliwych scenariuszy rozwoju wypadków. Tylko taka taktyka i sposób postępowania daje jakiekolwiek szanse na powodzenie, czyli zdobycie szczytu. Młodzi ludzie, którzy dzisiaj najczęściej nie chcą słuchać rad autorytetów i uważają, że na podstawie swoich skromnych doświadczeń życiowych (nabytych w szkole, klubie czy parku) są w stanie pokierować swoim życiem tak, by być szczęśliwymi i spełnionymi - popełniają rażący i tragiczny w skutkach błąd - ZACZYNAJĄ OD SZCZYTU... Jak bowiem inaczej nazwać postawę zauroczonych sobą młodych ludzi, którzy w imię "miłości" pieczętują swoją krótką znajomość aktem płciowym? Jak określić postawę nastolatka, który imprezę u kolegi kończy w stanie całkowitej utraty świadomości? Czy w świetle powyższych przykładów możemy sobie wyobrazić lekarza bez dyplomu, mechanika bez warsztatu czy piekarza bez mąki? Dlaczego tak często dzisiaj można natknąć się na pijanego nastolatka, naćpanego gimnazjalistę czy wyuzdaną i wulgarną dziewczynę? Już tak bardzo nie dziwi nowina o kolejnym rozwodzie młodego małżeństwa gdy zmusimy siebie do krótkiej refleksji i zadania pytania: Od czego zaczynali piękny okres narzeczeństwa? Czy zdołali w tym całym zauroczeniu sobą, zaprosić Boga do swojego związku? Czy pomyśleli przez moment co ich naprawdę łączy - fascynacja cielesnością drugiej osoby czy coś więcej? Czy przypadkiem wstępem do wspólnego życia nie okazał się seks, który powinien być pięknym, szczytowym elementem związku (ale) małżeńskiego? Czy nastolatek, dla którego alkohol staje się niezbędny na imprezie, zastanawia się przez moment jaką przyszłość funduje swojej żonie i dzieciom, którym kiedyś będzie ślubował przed Bogiem? Oczywiście, można swoją życiową wspinaczkę rozpoczynać od szczytu, ale jak pokazuje doświadczenie, po chwili euforii i szczęścia trzeba zmierzyć się z równie trudnym (a może i trudniejszym) zadaniem - trzeba zejść i żyć ze świadomością zdobywcy. Jest to czas, gdy opadają emocje i poziom adrenaliny, ale pozostaje niebezpieczeństwo i ciągle trudna droga do przebycia.
    Jak trudno będzie żyć młodym ludziom ze świadomością zdobycia szczytu w nieodpowiednim czasie, w sposób nieuprawniony, korzystając z niedozwolonych szlaków na skróty? Czy aby zdają sobie sprawę z faktu, że gdzieś w okolicach szczytu są też niebezpieczne szczeliny, urwiska i zawsze możliwe lawiny?
    Boże, błogosław tym młodym, którzy zdobywają nieznane sobie tereny w sposób nieuprawniony, którzy zdobywają szczyty wykorzystując drugiego człowieka jako środek do osiągnięcia celu. Kiedy zgubią drogę do bezpiecznej bazy - daj im Boże drugą szansę, by mogli zacząć nową wyprawę, z Najlepszym Przewodnikiem i słodkim bagażem życiowego doświadczenia. Amen.